Saturday, March 31, 2007

Wakacje: górskie powietrze i lochy

Chciałam odpocząć od Tokio. Może zrobić kilka ciekawych zdjęć bez duchów w kadrze. Albo namówić do pozowania ducha w kimonie z XVII w. Pojechałam więc do zapadłej w górach mieściny, w której mieszka moja koleżanka z liceum… I wpadłam jak przysłowiowa śliwka w kompot.

W mieście znikali ludzie. Zniknęła też moja przyjaciółka, Oshi, poczułam się więc zobowiązana do poszukiwań. Przez jakiś czas nie mogłam trafić na żaden ślad, potem coś eksplodowało w okolicy starej świątyni, którą pamiętałam z wcześniejszych wizyt. Oczywiście natychmiast tam pobiegłam i oczywiście coś próbowało mnie zmiarzdzyć, zjeść lub w inny sposób odesłać do Społeczności Dusz, ale na szczęście zostałam uratowana. Moja wybawczyni przedstawiła się jako Sakura Aya, miała białe włosy i bardzo podejrzaną aurę. Poprosiła o pomoc w znalezieniu renegata ze swojego rodu i poradziła odnalezienie kilku osób zajmujących się już tą sprawą. Podreptałam więc posłusznie do hotelu… Po drodze robiąc kilka bardzo ciekawych ujęć shinigami na długiej tyczne wylatujących przez dach jakiegoś budynku. Aparat z teleobiektywem zdolny do rejestrowania reiatsu to moje ulubione narzędzie pracy, szkoda tylko że naczelny rzadko uznaje te zdjęcia za nadające się do publikacji. Właśnie, to jest pomysł. Mogę zacząć wydawać własną gazetę, dla ograniczonego kręgu wtajemniczonych odbiorców… Choć po tej stronie rzeczywistości trudno by się było z tego utrzymać. W każdym razie, po śmierci fach mam w ręku.

Wracając do shinigami… Okazało się, że mieszkamy w tym samym miejscu, co było o tyle mało zaskakujące, że to jedyny hotel w mieście. W środku nocy udały się w stronę zarośniętych lasem gór, więc podreptałam za nimi. W pełnym ekwipunku (nie zapomniałam nawet o przyziemnym kordzie, na wszelki wypadek) i w czarnym stroju. Powstrzymałam się jednak przed mazaniem twarzy sadzą (z braku czarnej szminki). Aura tej trójki była dość dziwna. Jedna na pewno nie była shinigami, pachniała raczej hollowem… Ale też niezupełnie. Jakby vizard. Musiały się zorientować, że ktoś je śledzi, bo wybrały drogę powietrzną. Nadmiernie mi to nie przyszkadzało, choć korzystanie hirenkyaku w ciemnym lesie nie należy do moich ulubionych sportów. Wkrótce zwierzyna się przyczaiła, więc usiadłam na w miarę stabilnej gałęzi i nastawiłam mikrofon kierunkowy. Szczęście mi dopisało i mogłam posłuchać (i nagrać) sporą część tej narady. Nie dało mi to jednak wiele, poza informacją, że jeśli spróbuję się zbliżyć, najpierw będą strzelać, a potem zadawać pytania. Biorąc pod uwagę, kim były, to nawet rozsądne. Wciąż dostałyby odpowiedzi…

W każdym razie, wykonały jeszcze jeden skok i na mgnienie oka zdematerializowały się, by po chwili pojawić się wewnątrz góry. Niezła sztuczka, której nie byłam w stanie powtórzyć. Obejrzałam sobie górę w poszukiwaniu ewentualnych szczelin, ale nie robiłam sobie wielkich nadziei. W końcu założyłam tymczasową bazę operacyjną mniej więcej nad punktem, w którym wyczuwałam moją „zwierzynę” i czekałam na rozwój sytuacji. Za pomocą bardzo podejrzanego „urządzenia”, które Sakura-sama mi zaimplanowała, powiadomiłam ją o sytuacji. Ku mojemu zdziwieniu szybko się pojawiła i dała mi możliwość przeniesienia się na dół (czyli w środek czegoś, co zaczynało wyglądać na bitwę), za cenę utraty tego środka komunikacji. Ponieważ i tak mi się nie podobał, a reporter powinien być tam, gdzie coś się dzieje… Wylądowałam w jaskini, w której aż się iskrzyło od reiatsu. Faktycznie bitwa. Skracając historię, pomogłam trochę shinigami, uwolniliśmy razem zakładników, w tym Oshi-chan i wraszcie się sobie przedstawiliśmy. Moje nowe znajome to:

Tomokazu Aya: shinigami
Yui-san: tak jakby shinigami
Katsuragi Klara: chyba vizard

Był tam też jaki oficer shinigami (Arisugawa Ryuu?), podobno dowodził, ale nie rzucało się to w oczy...

W obsadzie tej sztuki występowali jeszcze oczywiście Sakura Aya (omyoji) i Koga-san (baunto). Wsyscy wiedzą, że baunto przestali istnieć ok. 10 lat temu, ale o quinci też niektórzy tak mówią…

Całą radosną gromadą wracaliśmy pociągiem do Tokio. Zaczęłam pisać pierwszą wersję artykułu – tajemnicze zniknięcia, świątynia zniszczona przez nieznane siły i demonolodzy pasują do mojego magazynu lepiej, niż hollowy, na które zwykle wpadam. Naczelny powinien być zadowolony, szczególnie że miałam też sporo zdjęć i nagrań relacji świadków. Po prostu bomba. Pociąg minął barierę otaczającą miasteczko, postawioną niegdyś przez miejscową miko (interesujący szczegół, dopisałam sobie do artykułu) i wtedy rozpadla się bransoletka, którą na pożegnanie dała mi Oshi. Wszyscy, łącznie ze mną, zamarli.

Myśleliśmy, że sprawa zakończona, tymczasem daliśmy się zwieść. Zapomniałam o artykule i myślałam już tylko o tym, jak najszybciej wrócić do miasteczka. Nawet jeśli miałabym wracać sama. Ostatecznie wróciliśmy wszyscy, przechodząc przez portal ustawiony na dworcu przez Koga-san do łazienki w jego pokoju hotelowym. Bardzo małej łazienki, chciałabym zauważyć. Gdyby drzwi się nie otworzyły, zmiażdzylibyśmy się nawzajem…

Pominę szczegóły tego, co działo się później. W skrócie, odbyłam wycieczkę do klasztoru, połączoną z bitwą z hollowami, wylądowałam w piwnicy zaminowanego domu z oszalałymi ze strachu zakładnikami i wzięłam udział w podziemnej bitwie z renegatem-demonologiem, próbującym wskrzesić swoich pobratymców. Częściowo mu się udało, nie doliczylismy się trzech ciał… Bitwa była dziwna, Yui-san wybrzebywała ze ściany jakieś magiczne kamyki balansując na tyczce, potwory szalały i nikt chyba do końca nie wiedział, co się dzieje. Ale tak jakby wygraliśmy.

Chciałabym powiedzieć, że pomysł pisania pamiętnika był reakcją na te „wakacje”, ale to nieprawda. Wtedy nadal myślałam tylko o reportażu. Problem polegał na tym, że to był zaledwie początek.

3 comments:

壬生歩美 (Mibu Ayumi) said...

UPDATE. Zgodnie z sugestią Tomokazu-san uwzględniłam Arisugawę-san, który jakoś nie zaczepił mi się w pamięci podczas tych wydarzeń.

Chakravant said...

Nie zaczepił ci się?
No cóż, ten "wybuch" to była jego robota (Hadō #99) :)

壬生歩美 (Mibu Ayumi) said...

Mnie przy tym nie było, chciałabym zauważyć...